Chrystusowy raban

KKK – krótko, konkretnie, kreatywnie!
Czyli komentarz do Ewangelii:
Łk 19, 45-48 (22.11.2013)

Kilka miesięcy temu medialną zawieruchę wywołały słowa papieża Franciszka skierowane do młodych zebranych w Rio de Janeiro na ŚDM: „Idźcie, zróbcie raban”.
W sumie nihil novi sub sole, bo wg mediów szukających „prawdy”, to nic innego jak nawoływanie do rozrób i powstańczych rozruchów. I dziś w Ewangelii Jezus pokazuje jak powinien wyglądać prawdziwy raban. Wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej (zob. Łk 19, 45).

Mistrz z Nazaretu jest niesamowicie dynamiczny. Pobudza do refleksji nie tylko swych oponentów, ale również zwolenników swego nauczania. Arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem (zob. Łk 19, 48).

Zatem przedsięwzięcie Chrystusa wymagało nie lada odwagi. Bo stanąć pośród „ryczących lwów” i powiedzieć „dosyć, starczy” jest na pewno czynem ponadklasowym,
a dla współczesnych naszym czasom może nawet w jakimś stopniu niezrozumiałym.

Efekt Jezusowego rabanu powinien być nam doskonale znany. Cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem (zob. Łk 19, 48).

Po której stronie jesteś Ty, drogi czytelniku? Naradzasz się czy słuchasz?!

Powiedzieć „Nie!”, gdy krzyczą „Tak!”

 

Krótka historyjka o lokomotywie, wszystkich świętych i bliskich zmarłych

W miastach, miasteczkach,
Na wsiach, wioseczkach …
Kwiaty cięte i doniczkowe,
sztuczne i betonowe.
Znicze woskowe i te bateriowe,
ale również i gdzieniegdzie te pozytywkowe.
W kwiaciarniach ruch, w marketach pęd,
bo bliski zmarły powinien (w naszym mniemaniu)
posiadać jak najwięcej zewnętrznych cech.

XXI wiek biegnie, pędzi niczym lokomotywa pana Tuwima.
„A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!”
Nie ma chęci się zatrzymać, wyhamować, zastanowić.

Pędzi, pędzi … „a skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?”

Hm, to może się choć na chwilę ja zatrzymam, zastanowię, powspominam.

Ach! Potrzebna jest modlitwa! I za żywych, i za zmarłych.

Całe szczęście, zdążyłem.

A u Ciebie co tam słychać?
Koła codzienności turkocą, i pukają, i stukają ?
„Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…”

O chińszczyźnie i podróbkach

Zamieszczam dziś fragment homilii, która została wygłoszona 27.06.2013 r. w parafii pw. św. Mikołaja, biskupa w Warcie.
Słowo zostało skierowane do uczniów 3 klas gimnazjalnych, którzy tego dnia kończyli rok szkolny.

[…]

Przyjrzyjmy się przez chwilę budynkowi z dzisiejszej Ewangelii.

Został on zbudowany na skale. Żadne deszcze, wichury czy nawałnice tego świata go nie zniszczyły.

Ten dom to nasze życie, to nasza codzienność budowana skrzętnie nie tylko w czasie roku szkolnego, ale przez całe życie.

Możemy się „ładnie” fałszywie uśmiechać, możemy uprawiać wazeliniarstwo, zakładać na siebie sztuczności i maski żebyśmy mogli wyglądać niczym „oszlifowany diament” w oczach rodziców, nauczycieli i kolegów.

To nie jest budowanie na skale, ale na piasku i to w dodatku bez żadnych fundamentów.

Dbamy o to co zewnętrzne, o to co jest widzialne dla ludzkiego oka. A to jest bardzo niebezpieczne, ponieważ nie jest to budowanie naszego życia na skale, ale na piasku, który gdy przyjdzie fala zostanie podmyty i zabrane w morze otaczającego świata. Zostaniemy wtedy bez niczego. Zostaniemy wtedy nadzy, bo to co tak skrzętnie zbieraliśmy okazało się tylko chińszczyzną i marną podróbką.

Pan Bogu nie chodzi o takie coś. Pan Bóg nie chce żebyśmy byli podrobieni i niskiej jakości. Mamy spełniać Jego wolę wtedy będziemy autentyczni. Mamy być ludźmi prawdziwymi i prawdziwie żyjącymi w wolności. W wolności, a nie w samowoli, którą świat jest przesiąknięty.

I tak już na sam koniec. Kiedy przyjdziesz dziś do domu po wszystkich uroczystościach i zaczniesz coś robić, to spróbuj się w głębi serca zastanowić i zapytać:

Czy Ty tego chcesz Panie Boże, czy taka jest Twoja wola? Czy tak czasem nie chce tego tylko świat, który i tak przeminie …

Grawitacja vs. Wniebowstąpienie

Współczesny człowiek … homo videns. Często tak mówi się
o człowieku XXI wieku. Homo videns, czyli człowiek widzący, obserwujący
i doświadczający zmysłem wzroku.

Zobaczę, to uwierzę – przecież myślimy podobnie, prawda?!

Nie martwmy się!

Również uczniowie nie byli wolni od tego typu patrzenia na świat. Od momentu, gdy Chrystus powiedział: Pójdź za mną! upłynęło już trochę czasu. Od tamtej chwili wiele doświadczyli i zobaczyli. Widzieli już chyba wszystkie cuda świata: widzieli rozmnożone chleby i ryby, widzieli ślepych odzyskujących wzrok i paralityków, którzy chodzili, widzieli wodę przemienione wino, ale również wkładali ręce w Jego bok … ale te wszystkie cuda, to dla nich jeszcze za mało!

Widzieli, to czego zapewne większość z nas chciałaby doświadczyć na własnej skórze, ale czy ich wiara była większa od naszej?

Uczniowie … to dość oporna na wiarę grupa ludzi, ale mimo to Pan Jezus w Ewangelii powiedział do nich:
Wy jesteście świadkami tego.
Prawda, że piękne? Jezus wiedząc, że uczniowie nie są idealni i mają swoje słabości
mówi do nich:
Wy jesteście tego świadkami.
Te słowa są skierowane również do każdego
z nas. Ty jesteś świadkiem tego, Ty jesteś świadkiem tego i ja jestem świadkiem tego.

Budujące są słowa Chrystusa. Nawet bardzo.
Problem jednak w tym, że świat nie potrafi je odczytywać i się do nich dostosowywać

Krótkowzroczność, to jedna z cech charakterystycznych XXI wieku. Widzimy własny koniec nosa, ale co znajduje się dalej? Nie wiadomo.
Dobrze jednak, że w każdym czasie i w każdym wieku był ktoś, kto potrafił patrzeć dalekosiężnie. Wśród takich osób był na pewno święty żołnierz, Witalis.
Nie był on krótkowidzem. Musiał oczyma wiary widzieć
i Golgotę i zmartwychwstanie i chwalebne wniebowstąpienie.
Jego oczy duszy widziały Chrystusa, który
podniósłszy ręce błogosławił, A kiedy błogosławił, rozstał się
i został uniesiony do nieba.

Widział i uwierzył.

Chrystus dziś przechodzi wszelkie normy i uwarunkowania świata materialnego.
Nie jest zależny od ogólnej teorii względności, czyli nie jest zależny od Newtonowskiej grawitacji, bo przecież nie spada, a unosi się ku niebu. Jego osoba nie wpisuje się
w teorię pana Newtona  opisującą zarówno spadanie obiektów na ziemi,
jak i ruch ciał niebieskich.

Nasze postępowania również nie powinny opierać się tylko na normom dyktowanym przez wielkich tego świata. Nie powinno opierać się na tym co mówią media, gdy się pomylą,
to wtedy powiedzą prawdę.

Chrześcijanin powinien działać wbrew prawom grawitacji. Grawitacji, czyli mam tutaj na myśli wbrew prawom ukierunkowanym tylko i wyłącznie na przyjemność tego świata. Patrzmy i wybiegajmy wzrokiem nieco dalej widząc nie tylko własny koniec nosa, ale nade wszystko Chrystusa wstępującego do nieba.

Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

Życzę wszystkim czytający, ale również i sobie żeby te słowa stały się waszym i moim udziałem.

Święty Józef był pro-life

Od czasów pana Edisona upłynęło już trochę czasu. Mówi się o nim jako o człowieku, który wynalazł światło. To właśnie dzięki temu wynalazkowi wielu – niestety – stąpających życiem i wyobraźnią tylko i wyłącznie po ziemskim globie uważało i zresztą wielu także i dziś uważa, że człowiek wymknął się po wielu tysiącleciach ze szpon mroku i ciemności.

Nic bardziej mylnego. Przypatrzmy się nawet wczorajszej sytuacji, która miała miejsce na uniwersytecie w Brukseli. Półnagie belgijskie aktywistki feministyczne zaatakowały wyzywając i oblewając wodą abp Josepha Leondara, który prowadził wykład o tematyce pro life. I to ma być to światło, w którym lepiej mordować nienarodzone dzieci aniżeli walczyć o ich życie? Człowiek zabija człowieka.

Pan Jezus w Ewangelii powiedział: Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności.

To jak to właściwie jest z tym światłem i jego konstruktorem? Dostępne są dziś w sklepach żarówki 20W, 40W, energooszczędne, są żarówki ledowe, są świecidełka, lampki i latarki, ale tego prawdziwego światła jest niestety coraz mniej. A może inaczej – my coraz częściej nie chcemy tego światła przyjąć. Boimy się swoich spojrzeń, twarzy i zachowań, które w prawdziwym świetle ukazują nam samym, ale również i drugim naszą zdemaskowaną codzienność. Chrystus chce z nas zedrzeć wszystkie maski, chce abyśmy chodzili w światłości. Wystarczy tylko, a może i aż słuchać Jego słowa. I w tym momencie możemy spojrzeć na św. Józefa, który posłuszny słowom anioła nie oddalił ciężarnej Maryi. Józef potrafił nie tylko słyszeć, ale także i słuchać. Józef był bardzo
pro life.

Współczesny człowiek – nie oszukujmy się – woli korzystać z zasobów światła, które tak samo jak szybko zapalił, również tak szybko zgaśnie. Cyfryzacja świata jest niesamowicie mocno rozpędzona.

Człowiek XXI wieku żyje w złudnej światłości, ponieważ nie dopuszcza do wejścia w swoje życie Chrystusowego światła, które bijąc z pustego grobu potrafi autentycznie oświecić najciemniejsze zakamarki ludzkiego życia.

Nie możemy być – jak powiedział jakiś czas temu ks. dr Michał Sadowski z Włocławka – opornikami, ale powinniśmy być nadprzewodnikami strumienia Bożego światła.

Zabierzesz mnie na drugi brzeg …

Zostawili Jezusa

Napracowali się uczniowie i to nie podlega żadnej dyskusji. Rozdali tyle chleba i ryb, że wystarczyło dla 5.000 wygłodniałych facetów, nie licząc zniecierpliwionych kobiet i rozbeczanych dzieci. Ale to nie wszystko!

Na koniec zamieszania z Chrystusowym cateringiem, gdy tłumy leżały już do góry brzuchami uczniowie musieli po nich posprzątać – lekcja pokory czy raczej posłuszeństwa?

Jednak gdy emocje związane z intronizacją Chrystusa opadły, a On sam od jakiegoś czasu przebywał na górze, także i uczniowie zawinęli  swe manatki i popłynęli w kierunku Kafarnaum.

Sedno sprawy tkwi w odpowiedzi na pytanie: dlaczego nie wzięli z sobą Jezusa?

  • liczyli na swoje umiejętności (?)
  • mieli dość usługiwania  (?)
  • Przenieśli się od stołu z chlebem i rybami do aktywności duszpasterskiej  (?)
  • …  (?)

Dlaczego tak często wypływasz bez Jezusa na wzburzone wody codzienności ?

Zawsze online

Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus bardzo konkretnie i dobitnie wskazuje na człowieka wierzącego jako tego, który w odniesieniu do drugiej osoby powinien być zawsze online.

Bycie online to bycie zawsze w gotowości do działania. Wyrazem takiej dostępności są uczniowie, którym Chrystus poleca, aby zebrali pozostałości po zjedzonym przez tłumy chlebie i napełnili nimi kosze. Nie oglądali się za siebie i nie zastanawiali się po co, dlaczego i w jakim celu, lecz z pokorą, wyrozumiałością i posłuszeństwem zabrali się do wykonywania mozolnej pracy. Dla tłumów był to czas siesty, zaś dla uczniów konkretnego wysiłku fizycznego i duchowego. Cóż za uczucie musiało gościć w ich sercu …
To swoistego rodzaju odniesienie naszej codzienności do pozostałości po chlebie
i napełnionych nimi koszy.

Koszem jest nasza egzystencja, w której znajdują się pozostałości po chlebie, którymi są nasze uczynki, słowa i spojrzenia.

Kosz naszej codzienności powinien stać zawsze otwarty, aby strudzony i zmęczony przechodzeń mógł do niego sięgnąć wiedząc, że znajdzie w nim przede wszystkim umocnienie ducha. Nie może w nim się znajdować zbutwiały i czerstwy chleb, który nawet dla przysłowiowego konia się nie nadaje.

Chleb naszej egzystencji powinien być zawsze świeży, pachnący i chrupiący.
Nie powinniśmy dopuścić do tego żeby pleśń naszych zmiennych humorów, intryg
i pomówień zatruwała życia innym. A to takie trudne …

 

 

Niedowiarki z Emaus

Kilka dni temu za sprawą niejakiego Jezusa z Nazaretu izraelska Golgota stała się jedną z najbardziej – jak nie najbardziej – znanych gór na świecie. Zaś trzy dni później także za sprawą tego samego Jezusa pusty grób przez tysiąclecia aż do czasów współczesnych wzbudzał i w dalszym ciągu wzbudza kontrowersje i szybszy przebieg krwi w żyłach wierzących, wątpiących i niewierzących w Jego zmartwychwstanie. Na dodatek tego kobiety rozpowiadając, że widziały anielskich posłańców zapewniających je , że On żyje dodały animuszu i nie tracącej na aktualności całej sprawie.

Tylko jak tu wierzyć kobietom, które z jednego zdania potrafią stworzyć scenariusz do serialu à la Moda na sukces? Trudny orzech do zgryzienia po części usprawiedliwiający niedowiarków idących do Emaus, którzy poznali Nauczyciela dopiero po łamaniu chleba.

Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu.

Z niesamowitą mistyką i szacunkiem musiał łamać chleb, skoro uczniowie poznali Go dopiero po tym bardzo wymownym geście.

W naszym życiu jest bardzo podobnie.

Spotykamy na ulicy drugiego człowieka, ale nie dostrzegamy w nim Chrystusowej miłości. Słuchamy słowa Bożego proklamowanego podczas każdej Mszy świętej, ale go nie słyszymy.  Bohaterowie z Emaus tak samo postąpili, bo przecież Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali […] I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Uczniowie rozpoznali Jezusa przy łamaniu chleba. Problem jednak w tym, że my nie chcemy lub nie potrafimy Go rozpoznać w Eucharystii.

To nie opłatek, to żywy Chrystus, który łamie i kruszy się dla nas …

Umęczony

Kontury twarzy Jezusa z Nazaretu wskazywały na to, że było w niej za dużo wymagającej miłości, nadziei i zaufania.

Księga twarzy

Każda epoka miała swoje ulubione kształty, upragnione rysy twarzy, wymarzoną talię i wyśnione kanon mody. I tak np. nurt barokowy to bogactwo środków, oryginalność, ruch, emocjonalność i nawiązanie do postaci mitologicznych. Zaś w romantyzmie myślą przewodnią jest przedkładanie uczucia i intuicji (niekoniecznie tej kobiecej) nad rozum i sprzeciw wobec oświeceniowego racjonalizmu. Jak zatem wygląda wymarzona, wyśniona i najczęściej spotykana twarz XXI wieku ?!

Spójrz zatem w lustro człowiecze. Przyjrzyj się swym oczom i odczytaj przewijające się w nich słowa. Zobacz swój uśmiech i domyśl się co ci chce powiedzieć. Zacznij w końcu czytać swoją twarz, bo na niej niczym rylcem – niekoniecznie złotym – wypisane są twoje smutki i radości, upadki i powodzenia, umęczenia i świeżości. Twarz wiele ci powie … spójrz na swoją, a nie na tę fejsbukową.

Ecce Homo

Ponad 2000 lat temu było podobnie. Twarze greków, twarze rzymian, twarze żydów – ecce homo. Wszystkie do siebie podobne, ale każda opowiadała zupełnie inna historię.Były twarze, które znał „cały świat” – Herod, Piłat, Annasz, Kajfasz … i Jezus, którego twarz wzbudzała ciągle rosnące kontrowersje, poruszenie i zaniepokojenie. Widząc oczyma wyobraźni rysy Chrystusowej twarzy w wielu żyłach kotłowała się i wrzała krew. Oświeceniowy racjonalizm nie znalazłby w tamtym czasie poklasku i zrozumienia. Człowiek był bardzo emocjonalny, a głowy przesiąknięte myślą wyeliminowania kolejnego żydowskiego celebryty. Tyle słońc na jednym niebie nie może przecież świecić. Wschodzące Słońce musi zajść …

Żydowskie przysłowia

Kontury twarzy Jezusa z Nazaretu wskazywały na to, że było w niej za dużo wymagającej miłości, nadziei i zaufania. Jedno z przysłów powiada: co za dużo to nie zdrowo. Możliwe, że  współcześni Chrystusowi znali podobne przysłowia i wprowadzali je zdecydowanie szybciej i dokładniej w życie niż 6000000 nakazów Prawa ?!

Twarz Chrystusa musiała świadczyć i uczyć drugiego człowieka głębokiej radości, autentycznego uśmiechu i prawdziwie przeżywanego rozczarowania i smutku. Świątynia, Kana Galilejska, Jerozolima, Getsemani i dwie góry – Tabor i Kalwaria. Różne miejsce, różne sytuacje, różni ludzie – Chrystus ten sam, zawsze prawdziwy.

Zbliżając się do Jerozolimy musiał odczuwać wewnętrzny strach, niepokój i zdenerwowanie. Ciekaw jestem co powiedziałoby mi jego spojrzenie. Nie bój się, będzie dobrze? Nic się nie dzieje, idźmy dalej? Boję się, strasznie się boję! Nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało?

Wypalony

Umęczona twarz Chrystusa. Strasznie musiało to wyglądać. Twarz człowieka XXI wieku też jest umęczona – niepewna, zdenerwowana, widząca wokół wrogów czyhających na każde potknięcie.

Zmęczony jest współczesny człowiek.  Jednak to zmęczenie jest zupełnie inne
od Chrystusowego.

Zmęczyłeś się człowiecze? Spójrz na Chrystusa! On nie chce Twego zmęczenia. Wie jak szpetnie i odrażająco wygląda wtedy twarz. Przekonał się o tym na własnej skórze. Wejście z krzyżem na kalwarię musiało bardzo Go zmęczyć … i umęczyć.

Żywy trup

(J 8,31-42)
Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Odpowiedzieli Mu: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: «Wolni będziecie?»” Odpowiedział im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca”.
W odpowiedzi rzekli do Niego: „Ojcem naszym jest Abraham”. Rzekł do nich Jezus: „Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego”. Rzekli do Niego: „Myśmy się nie narodzili
z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga”. 
Rzekł do nich Jezus: „Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał”.

Jezus jest niesamowitym zwolennikiem wolności. Wie, że każdy kto popełnia grzech popada automatycznie w niewolę (zob. J 8, 35 ), w której trzyma go szatan. To kusiciel ciągle kłuje człowieka żądłem z niebywale silną trucizną jaką jest grzech. Sparaliżowany ukłuciem człowiek nie potrafi podnieść się o własnych siłach i zrzucić z siebie ciężkie pęta grzechu. Jest jednak świadom tego, że Ktoś może chwycić go za dłoń i powiedzieć: Jestem twoim lekarstwem! Zanim Mnie jednak przyjmiesz opowiedz Mi co się stało!

Taka forma niewoli nie jest jednak najtragiczniejsza. Przyzwyczajenie do trucizny jest
o wiele gorsze. Zewnętrznie człowiek może czuć się wyśmienicie i emanować pełnią życia, jednak wewnętrzne (czyt. duchowe) siły witalne to  pełzający trup, który nie ma siły się podnieść. Człowiek jest wtedy tak uzależniony od swojej niemocy, że jego zmysły
nie funkcjonują poprawnie – nie czuje smrodu (czyt. grzechu), który ciągnie się za nim zatruwając i omamiając również przypadkowych przechodniów.

Jeżeli człowiek nie czuje ciągnącego się za nim swądu, to jest już bardzo daleko
od Chrystusa, który przyszedł aby go wyzwolić i dać lekarstwo pokuty, które jest jedynym skutecznym antidotum.

Jesteśmy jednak „mądrzejsi” od Boga. Wolimy pełzać aniżeli iść ramię w ramię
z Odkupicielem

 

Tekst można znaleźć również pod adresem: https://www.navitas.pl/imf/?p=5045